Pięć setów w Spodku. GKS Katowice przegrał z Jastrzębskim Węglem

Pięć setów w Spodku. GKS Katowice przegrał z Jastrzębskim Węglem

Podobnie jak przed rokiem Siatkarskie Śląskie Derby przyniosły sporo emocji. Znów w pięciu setach lepsi okazali się jastrzębianie, ale kibice obu drużyn opuszczali Spodek w dobrych humorach.

Rywalizacja GKS-u Katowice i Jastrzębskiego Węgla zapowiadana jako „śląskie derby” przyciągnęła do katowickiej mekki siatkówki ponad trzy tysiące widzów, co było znamiennym wyczynem, biorąc pod uwagę, że wieczorem praktycznie w tym samym miejscu był rozgrywany trzeci mecz finałowy Polskiej Hokej Ligi. Drużyny te konfrontowały siły po raz czwarty w historii. Wszystkie wcześniejsze mecze były niezwykle zacięte, ale na swoją korzyść rozstrzygali je siatkarze z Jastrzębia-Zdroju. Co zastanawiające, GKS nie wygrał jeszcze w tym sezonie ani jednego spotkania rozgrywanego w katowickim Spodku, a to z Jastrzębskim Węglem było piątym. Widać, że ta mająca bogatą historię i siatkarską tradycję hala wyraźnie nie pasuje drużynie, która na co dzień trenuje i gra ligowe mecze w Szopienicach.

W niedzielne popołudnie podopieczni Piotra Gruszki próbowali dorównać kroku rywalom, ambitnie grali w obronie, robili co mogli na siatce, ale przez dwa sety brakowało im przede wszystkim mocnej, odrzucającej zagrywki, którą utrudniliby rozgrywanie akcji rywalom. Ci w pierwszej partii atakowali ze skutecznością 65 procent, a do tego dołożyli trzy asy serwisowe, podczas gdy gospodarze nie zdobyli tym elementem ani jednego „oczka”.

W drugiej odsłonie przyjezdni jeszcze poprawili efektywność w ofensywie (83 pocent), bardzo dobrze spisywali się także w defensywie. U gospodarzy słabszy dzień miał Karol Butryn i na chwilę zastąpił go Dominik Witczak.

W trzeciej części meczu podstawowy atakujący GKS-u wrócił na plac gry i spisywał się znacznie lepiej. Na dłużej na boisku zagościł za to drugi rozgrywający Maciej Fijałek. Roszady w składzie zaowocowały w trzecim secie, w którym katowiczanie podjęli z przeciwnikami równorzędną walkę, a gdy Gonzalo Quiroga zdobył punkt z piłki przechodzącej na 8:7, batalia rozgorzała na dobre. Miejscowi nabrali pewności siebie, a przede wszystkim znacznie poprawili jakość gry, we wszystkich elementach. Prowadzili nawet 19:15, ale wtedy za linią dziewiątego metra po jastrzębskiej stronie boiska stanął Marcin Ernastowicz i przewaga zmalała do jednego punktu. Siatkarze GKS-u nie stracili jednak rezonu i ostatecznie rozstrzygnęli set na swoją korzyść.

W następnym fragmencie pojedynku gra jastrzębian kompletnie się posypała. Nie zagrywali, nie przyjmowali i nie atakowali - jakby w przerwie między setami ktoś zabrał im wszystkie wcześniejsze atuty. Trener Ferdinando De Griorgi wprowadził na boisko Rodrigo Quirogę i Patryka Strzeżka (za Jasona de Rocco i Macieja Muzaja), ale ten manewr nie przyniósł jego drużynie pozytywnych rezultatów. Losy rywalizacji rozstrzygnął tie break, w którym mocno podrażnieni niepomyślnym biegiem zdarzeń goście wrócili do podstawowego składu i przede wszystkim, do swojej siatkówki.

GKS Katowice - Jastrzębski Węgiel 2:3 (20:25, 19:25, 25:22, 25:20, 7:15)
GKS: Fijałek, G. Quiroga, Kohut, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Mariański (libero) - Sobański, Witczak, Stańczak (libero), Komenda.
Jastrzębski Węgiel: Kampa, de Rocco, Sobala, Muzaj, Oliva, Kosok, Popiwczak (libero) - Ernastowicz, Strzeżek, R. Quiroga.

Powrót na górę

Piłka nożna

Inne dyscypliny

Strefa konesera

Polecane strony

O nas

Podążaj za nami