Trzy dekady minęły od ostatniego mistrzostwa Ruchu Chorzów

FOTO: ruchchorzow.com.pl FOTO: ruchchorzow.com.pl

30 lat temu drużyna Ruchu Chorzów zdobyła po raz ostatni tytuł piłkarskiego mistrza Polski. Na Górnym Śląsku na kolejny triumf zespołu wywodzącego się z tego regionu musieliśmy czekać równe trzy dekady. O triumfie Niebieskich z 1989 roku warto sobie przypomnieć.

Chorzowianie latem 1988 roku po roku wrócili z drugoligowej banicji. Na klubie ciążył zakaz transferowy. Była to konsekwencja wydarzeń, jakie miały miejsce na finiszu sezonu 1986/87, kiedy to kilku ekipom rywalizującym o pozostanie w I lidze, zarzucono ustawianie decydujących meczy. Ruch i tak spadł, ale z drużynie pozostali wszyscy piłkarze. To oni, pod pieczą trenerów Jerzego Wyrobka i Henryka Wieczorka, wzięli na barki obowiązek powrotu do grona najlepszych drużyn w kraju. Udało im się to w imponującym stylu. Jesienią 1988 roku Ruch, jako beniaminek rewelacyjnie spisywał się w lidze. Na półmetku zajmował trzecią lokatę. Do liderującego i broniącego mistrzowskiego tytułu Górnika Zabrze tracił tylko trzy punkty. Drugi w tabeli GKS Katowice wyprzedzał Niebieskich o zaledwie jedno oczko. Czwarta była Legia Warszawa, którą do chorzowian dzieliły trzy punkty.

Przed rozpoczęciem rundy wiosennej Ruch trenował na własnych obiektach, a także na zgrupowaniach w Zakopanem i Jugosławii. Pojechał też na halowy turniej do Francji, w którym zagrały też Banik Ostrawa, Lens, Metz, i Sparta Rotterdam. Niebiescy zajęli trzecie miejsce. 

Ne inaugurację wiosny 11 marca 1989 roku chorzowian czekał derbowy pojedynek z Szombierkami Bytom. Ruch wygrał 1:0 po trafieniu Mirosława Bąka. "Sport" okoliczności zdobycia gola opisywał następująco: "Piłka plątała się gdzieś pod nogami obrońców, przeturlała się na lewą stronę, gdzie dopadł ją Bąk. Chorzowianin strzelił z pola bramkowego. Taka luksusowa sytuacja zdarza się raz na sto meczów." Według ukazującej się wówczas "Trybuny Robotniczej" w Ruchu rzucali się w oczy Krzysztof Warzycha, Waldemar Fornalik i Mieczysław Szewczyk. W Szombierkach bramkarz Edward Ambrosiewicz "robił, co mógł". Organ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zauważał też: "Na stadionie Szombierek przez ostatnich kilkanaście lat nie widzieliśmy tylu ludzi, nie było też tak dobrej atmosfery, jaka głównie wytworzyli kibice niebieskich."

Cztery dni później Ruch przegrał 0:2 w Białymstoku rewanżowy mecz półfinału Pucharu Polski z Jagiellonią i odpadł z rozgrywek. W Chorzowie był bezbramkowy remis. Obserwatorzy meczu podkreślają, że niebiescy ani razu nie zagrozili walecznej drużynie gospodarzy.

Już 18 marca na Cichej podopieczni trenera Wyrobka podejmowali GKS Katowice. Złośliwcy określali ten mecz jako derby pocieszenia albo starcie o trzecie miejsce w Pucharze Polski, bo kilka dni obaj rywale odpadli z tych rozgrywek: Ruch przegrał z Jagiellonią, a GKS z Legią Warszawa. GieKSa przyjechała z Januszem Jojką (najlepszy na boisku), Jerzym Wijasem, Andrzejem Lesiakiem, Piotrem Piekarczykiem, Dariuszem Grzesikiem i Mirosławem Kubisztalem. Doświadczona, zgrana ekipa. Do Chorzowa dociera również prawie 1000-osobowa zorganizowana grupa fanów GKS-u. Wokół stadionu porządku pilnuje wielu milicjantów. Ruch miał przewagę. Objął prowadzenie po składnej akcji Dariusza Gęsiora z Mirosławem Bąkiem, po której Warzycha dostał piłkę jak na tacy. Wystarczyło przyłożyć nogę. GKS wyrównał już cztery minuty później. Krzysztof Walczak najpierw wywalczył rzut rożny, a po chwili zacentrował z narożnika tak sprytnie, że piłka spada wprost na nogę Jerzego Wijasa. W ekipie Ruchu w środku pola gra za kontuzjowanego rutyniarza Albina Wirę zagrał niespełna 20-letni Dariusz Gęsior.  Mecz był ostry. Masażyści obu zespołów musieli często interweniować. Kibice Ruchu nie byli zadowoleni z gry swoich piłkarzy. Narzekali głownie na pomocnika Krystiana Szustera, który przewraca się niemal przy każdej akcji. Ktoś z kibiców krzyknął w jego kierunku: "Te, tyś jest na pewno reprezentant?" Kilka tygodni wcześniej Szuster zadebiutował w kadrze podczas towarzyskich meczów z Kostaryką, Gwatemalą i Meksykiem. Jak się okaże, to pierwsze i ostatnie występy gracza Ruchu w reprezentacji.

Trener Wyrobek po meczu przypominał, że kontuzje Wiry i Jacka Chorzewskiego, odniesione na meczu w Białymstoku, zmusiły go do zmiany ustawienia.

- Cieszy postawa Gęsiora. Z meczu na mecz powinien nabierać doświadczenia i pewności siebie - mówił szkoleniowiec.

Trener GKS-u Władysław Żmuda przyznał, że remis może krzywdzić Ruch, ale podkreślał, że oba zespoły grały z determinacją.

"Dziennik Zachodni" dzieli się po meczu refleksją: "Reporter pełni wobec odbiorcy widowisk sportowych funkcję służebną. Widocznie tak to rozumiała ta grupa kibiców Ruchu, która po meczu zażądała, abyśmy napisali: Ruch jest źle przygotowany, przede wszystkim szybkościowo. Cała drużyna nie ta sama co jesienią. Trzy mecze to jeszcze za mało do daleko idących wniosków, choć z jednym zgadzamy się w zupełności. Każdy piłkarz niebieskich robi mniej solidne wrażenie, niż w pierwszej rundzie".

"Dziennik" chwali natomiast Telewizję Katowice za to, że godzinę po meczu pokazano w "Aktualnościach" strzelone bramki wraz z krótkim komentarzem: "Można? Okazuje się, że można. Czy to znaczy, że trzeba tylko chcieć? Jeśli tak, to bardzo prosimy, aby to była reguła, a nie wyjątek".

25 marca Ruch pojechał do Łodzi na mecz z ŁKS-em. Wyraźnie lepszy w tym meczu chorzowski zespół dwa razy obejmował prowadzenie i dwa razy ŁKS po strzałach Piotra Soczyńskiego wyrównywał. W I lidze zadebiutował 20-letni bramkarz Piotr Lech. Dostał w "Sporcie" najniższą notę w zespole, zaledwie "trójkę" w dziesięciostopniowej skali. Brak doświadczenia Lecha był szczególnie widoczny przy pierwszym straconym golu, kiedy to po rzucie rożnym dał się "odciąć" od piłki zawodnikom ŁKS-u. Przy drugim golu też można było mu zarzucić brak zdecydowania.

"Trybuna Robotnicza" podkreśla, że nawet z relacji łódzkich dziennikarzy wynika, że Ruch robił w tym meczu co chciał i tylko cud sprawił, że skończyło się remisem. Trener Wyrobek mówił wprawdzie, że Niebieskim zabrakło szczęścia w sytuacjach podbramkowych, ale był zadowolony z wyniku. Radykalny w ocenach był trener ŁKS-u Leszek Jezierski.

- Ruch bił ŁKS pod każdym względem - powiedział szkoleniowiec, który dziesięć lat wcześniej poprowadził Niebieskich do mistrzostwa Polski.

Krzysztof Warzycha w szarży na bramkę ŁKS-u

29 marca Ruch podejmował Jagiellonię Białystok. Był to rewanż za Puchar Polski, w którym Jaga wyrzuciła go z rozgrywek. Tytuł w "Sporcie" mówił wszystko o przebiegu meczu: "Jeden strzał za dwa punkty". Zwycięski gol poprzedziło ogromne zamieszanie pod bramką gości. Strzelał Bąk, bramkarz Mirosław Sowiński jakimś cudem odbija piłkę, dobitka Mirosława Mosóra też nie trafiła do siatki, wreszcie uderzał Warzycha i w końcu Niebiescy mogli się cieszyć. Po stracie gola Jagiellonia niespodziewanie nie zmieniła stylu gry. Ogólnie było w tym spotkaniu sporo biegania, ale mało płynnej gry. Typowy mecz do jak najszybszego zapomnienia. Najwięcej braw od widzów zebrał pomocnik Józef Nowak, który rozgrywał 200. mecz dla Ruchu. "Sport" zauważył: "Kilka wozów z zachodnioniemiecką rejestracją na boiskowym parkingu mogło sugerować, że ktoś się do kogoś przymierza". Po 19. kolejkach nadal liderem jest Górnik. Drugi jest Ruch. Do zabrzan traci cztery punkty. Trzecia Legia i czwarty GKS mają do Niebieskich punkt straty.

8 kwietnia w Poznaniu ekipa Ruchu pokonała miejscowego Lecha. W przeddzień spotkania w Poznaniu dokonano zmiany arbitra. Władysława Dąbrowskiego z Warszawy zastąpił Tadeusz Diakonowicz, też z Warszawy. Ruch rozstrzygnął mecz w ciągu paru minut. Najpierw w 49. minucie Krzysztof Warzycha wykorzystał świetne dośrodkowanie Józefa Nowaka, a niedługo potem Dariusz Gęsior podał do Mirosława Bąka, a ten już wiedział, co zrobić z piłką.

Kuriozalny był gol dla Lecha. Z rzutu wolnego strzelał Bogusław Pachelski. "Sport" opisywał: "Już wydawało się, że Lech ma piłkę w rękach, tymczasem w przedziwny sposób przeleciała mu pod brzuchem. Niektórzy twierdzili, że był to gol samobójczy." Poznański korespondent "Sportu" nie miał jednak wątpliwości. "Zasłużone zwycięstwo gości. W odpowiednim momencie strzelili dwie bramki, w końcówce - słusznie - nie bronili kurczowo wygranej."

Dwa tygodnie później na Cichą zawitał desperacko broniący się przed spadkiem zespół GKS-u Jastrzębie. Beniaminek przyjechał do Chorzowa po serii trzech zwycięstw. Niebiescy rozgromili jednak gości, do czego przyczynił się... trener jastrzębian Rudolf Szindler. Na pozycji ostatniego stopera wystawił bowiem 19-letniego Waldemara Rogowskiego. Niedoświadczony piłkarz w starciu z Warzychą i Bąkiem nie miał żadnych szans, popełnił masę błędów. "Dziennik Zachodni": "O taki Ruch jego fanom chodziło. Tego dnia było widać, że Ruch gra nie tylko o maksymalną premię, ale i o przyjemność dla widza." "Sport": "Ani cudów, ani układów nie było widać. Ponoć Jastrzębie miało być po tym meczu bogatsze o jeden punkt, tymczasem jest o tyle samo uboższe." Gra Warzychy zostaje w "Sporcie" oceniona na maksymalną notę 10. Dziennikarz wyjaśnia: "Ile jest wart Krzysztof Warzycha dla Ruchu, ten mecz pokazał wyraźnie". "Trybuna Robotnicza" pisze w sprawozdaniu: "Rejestr składnych akcji gospodarzy wypełniłby zapewne całą tę relacje. Niemal w każdej z nich uczestniczył Warzycha. Wykorzystywany przez kolegów czasem ponad miarę, wytrzymał kondycyjnie do samego końca. Rozgrywał piłkę, dryblował, strzelał - czyli grał tak, jak lubią kibice w Chorzowie i na całym świecie."

Wynik na 5:0 ustalił pod koniec gry Nowak po efektownym rajdzie. "Pomocnik niebieskich - jak to ma w zwyczaju - zaimponował w chwilę potem scenką pod tytułem "Radość strzelca gola". Aktorsko i tym razem wypadł bez zarzutu" - opisywała "Trybuna". Wyglądało to tak, że Nowak po strzeleniu gola biegł sprintem w kierunku ogrodzenia, wskakiwał na nie i obściskiwał się z rozradowanymi kibicami. Nowak był ich prawdziwym ulubieńcem.

Trener Jerzy Wyrobek na konferencji prasowej był za to, jak zwykle, lakoniczny.

- Cieszymy się z kolejnych punktów i gramy dalej - mówił.

Cztery dni później (22 kwietnia) Ruch odniósł kolejne efektowne zwycięstwo za trzy punkty. W Krakowie pokonał Wisłę 4:1. Już w pierwszej akcji meczu mający kierować grą zespołu Gęsior doznał kontuzji. Jego zadania przejął boczny pomocnik Krystian Szuster. Zrobił to znakomicie. Strzelił pierwszego gola dla Ruchu, a potem dokładnie rozdzielał piłki, które najczęściej adresowane są do pary Bąk - Warzycha. Ten duet wypracował sobie kilka świetnych pozycji, z których wykorzystuje "jedynie" trzy.

"Sport": "Szkoda, że do poziomu pasjonującego widowiska nie dostroili się widzowie. Obrzucali się wyzwiskami, miotali na murawę świece dymne, nawet próbowali swoich sił w walce wręcz. Na szczęście siły porządkowe poradziły sobie z najbardziej krewkimi."

Dziennikarz "Trybuny Robotniczej" chwalił Niebieskich: "Wolałem w ostatnich czasach jeździć do Chorzowa na ul. Cichą, tam człowiek oddychał prawdziwą atmosferą sportu. Spotkania ze starymi zawodnikami w klubowym lokalu, wielki zapał piłkarzy, wspaniała atmosfera na trybunach. Ruch gra bojowo, z uporem dąży do celu, nie zraża się żadnymi przeciwnościami, jest już bardzo blisko sukcesu, o jakim nawet nie marzył."

"Sport" analizował: "Ruch jako zespół z jedną gwiazdą gra jak zespół bez żadnej gwiazdy. Poszczególnym piłkarzom chorzowskim byłoby niekoniecznie łatwo zaimponować czymś zdecydowanie wybijającym się ponad średni przyzwoity poziom, ale to drużyna znakomicie się uzupełniająca."

Kolejne efektowne zwycięstwo za trzy punkty sprawiło, że Ruch został liderem! Niebieskim pomogła fatalna dyspozycja największego konkurenta. Kwiecień dla dotychczasowego lidera był koszmarny. Górnik zdobył tylko dwa punkty. Najpierw zremisował na wyjeździe z ŁKS-em Łódź. W następnej kolejce grał u siebie z Jagiellonią Białystok. Kiedy w 49. min Ryszard Komornicki podwyższył na 2:0 dla gospodarzy, wydało się, że jest już po meczu. Tymczasem w ostatnich dziesięciu minutach gry goście strzelili dwa gole i wywieźli z Roosevelta sensacyjny remis. Jeszcze gorzej obrońcy tytułu powiodło się tydzień później. Lech Poznań już po dziesięciu minutach prowadził z Górnikiem 2:0 i takim wynikiem kończy się mecz.

Jednak już 10 maja kibiców Ruchu czekał "zimny prysznic". Niebiescy na własnym boisku ulegli Stali Mielec 0:2. "Sport" już przed meczem przypominał, że w rundzie jesiennej pierwsza porażka Ruchowi zdarzyła się właśnie ze Stalą. To miała być gwarancja, że wszyscy piłkarze Ruchu, mając w pamięci tamto niepowodzenie, podejdą do wiosennego meczu bardzo poważnie. Kibice przeżyli jednak na Cichej ogromne rozczarowanie. Zawodnicy w niebieskich koszulkach byli tego dnia lepsi. Sęk w tym, że na niebiesko zagrali mielczanie. "Trybuna Robotnicza" krytykowała: "Niebiescy [zagrali bez pauzujących za żółte kartki Waldemara Fornalika i Mieczysława Szewczyka - przyp. red.] grali jakby bez wiary w swoje umiejętności. Długo przetrzymywali piłkę w środku pola nie potrafili zawiązać właściwej akcji. Przy uważnej obronie gości, bez elementu zaskoczenia, nie można było nawet marzyć o zdobyciu gola." "Sport" zauważał: "Stal panowała na boisku i to jest chyba większa sensacja, niż sam wynik. Piłkarze Mielca byli bliżsi trzeciego gola, aniżeli Ruch przynajmniej honorowej bramki."

Po meczu trener chorzowian Jerzy Wyrobek przyznał, że Stal była wyraźnie lepsza i wygrała w pełni zasłużenie. Dodał, że piłkarzom Ruchu przyda się kubeł zimnej wody. "Dziennik Zachodni" napominał przegranych: "Obraz Ruchu stanowił jak gdyby karykaturę normalnego wizerunku. Ani koncepcji, ani większości podstawowych walorów, słowem zaprzeczenie wszystkiego, co do tej pory stanowiło siłę chorzowian. (...) Ten mecz trzeba jak najszybciej zapomnieć, ale przedtem koniecznie wyciągnąć z niego właściwy wniosek."

Już trzy dni później po blamażu ze Stalą Ruch grał na drugim końcu Polski - w Szczecinie. Mecz z Pogonią był bez historii. Po wyrównanej pierwszej połowie, w drugiej Ruch już zdecydowanie postawił na obronę. Mógł obrać taką taktykę, ponieważ dobry dzień miał bramkarz Ryszard Kołodziejczyk. Po meczu trener Wyrobek powiedział, że jest zadowolony w remisu. Trener Pogoni Eugeniusz Ksol chwalił Ruch za to, że przewyższał jego zespół organizacją gry. Remis z broniącym się przed spadkiem rywalem nie okazał się jednak taki zły, bo sprawił, że niebiescy powrócili na fotel lidera. A to dlatego, że Górnik przegrał w Krakowie z Wisłą.

20 maja chorzowianie wyjechali do stolicy na mecz z Legią Warszawa, która wciąż liczyła się w rywalizacji o tytuł. Oba zespoły po raz setny spotykały ze sobą w ligowych rozgrywkach. Z tej okazji "Sport" wydrukował wyniki wszystkich dotychczasowych 99 meczów ze strzelcami bramek. Przypomniał też wybrane spotkania. Np. to z 14 października 1950 roku, kiedy Ruch wygrał w Warszawie 3:0. Trenowana przez Andrzeja Strejlaua Legia miała silny skład: Zbigniew Robakiewicz w bramce, Marek Jóźwiak i Krzysztof Budka w obronie, Jan Karaś i Stanisław Terlecki w pomocy, Roman Kosecki w ataku. W ekipie wojskowych brakowało leczącego kontuzję obrońcy Dariusza Wdowczyka i największej gwiazdy Dariusza Dziekanowskiego, który w przeddzień spotkania został odsunięty dyscyplinarnie od składu.

Tytuł sprawozdania w "Sporcie" był może mało oryginalny, ale oddający boiskowe wydarzenia: "Duża chmura, mały deszcz". Dziennikarz pisał: "Wynik nie krzywdzi żadnej ze stron. Piłkarzom Legii wystarczyło animuszu na 20 minut. Po zejściu kontuzjowanego Terleckiego nie potrafili już przeprowadzić żadnego składnego, płynnego ataku". Ruch nastawił się na wywiezienie punktu ze stolicy. Na początku meczu miał szczęście, bo strzał z woleja Koseckiego trafił w słupek bramki. Niebiescy też mieli swoją szansę, ale strzał Krzysztofa Warzychy był mało precyzyjny.

Trener Wyrobek po meczu powiedział:

- Bądźmy realistami. Przede wszystkim myślimy o lokacie gwarantującej udział w Pucharze UEFA i w Warszawie uczyniliśmy spory krok w tym kierunku.

Liderem znowu został Górnik.

W rozegranym 24 maja meczu z Widzewem Łódź w składzie Niebieskich tym razem brakowało Mirosława Bąka, pauzującego za żółte kartki. Gospodarze od początku mocno zaatakowali. Józef Nowak raz po raz ośmieszał na skrzydle Kazimierza Putka, a Warzycha bez trudu radził sobie z mającym go pilnować Wiesławem Ciskiem. "Gucio" strzelił łodzianom dwa gole, Krystian Szuster jednego. Gola zdobył też debiutant. 19-letni Piotr Boncol dotąd nie był nawet rezerwowym pierwszej drużyny Ruchu. W meczu z Widzewem zagrał od pierwszej minuty. W 24. minucie ułańską szarżą ruszył do prostopadłego podania Waldemara Waleszczyka i mimo asysty Ciska, strzałem w krótki róg pokonał Jerzego Zajdę.

- Strzelałem na bramkę, nie mierząc w krótki, czy w długi róg. Chciałem tylko trafić - wyznał po meczu uradowany wychowanek Siemianowiczanki i uczeń IV klasy Technikum Górniczego w Katowicach. Jak podkreślał dziennikarz "Sportu", Boncol nie tylko strzelił swoją pierwszą bramkę w lidze, ale udanymi zagraniami zdobył zaufanie chorzowskiej publiczności, a o to drugie jest znacznie trudniej.

Po tym meczu na Górnym Śląsku zaczęło się już odczuwać emocje w związku z zaplanowanymi na 7 czerwca derbami Górnika z Ruchem. Kibice z Zabrza napisali do "Trybuny Robotniczej" list z propozycją, aby derby rozegrać na Stadionie Śląskim. "Nasz obiekt jest za mały na taką liczbę zainteresowanych kibiców" - argumentowali.

Redakcja odpowiadała: "Temat ewentualnego rozgrywania ligowych meczów na Stadionie Śląskim powraca co jakiś czas. Zarząd Górnika postanowił, że - z uwagi m.in. na remont Stadionu Śląskiego - mecz z Ruchem zostanie rozegrany w Zabrzu. Klub bardzo starannie przygotowuje się do jego organizacji, bo przecież wiadomo, że towarzyszyć mu będą wielkie emocje. Od siebie dodajmy, że żaden klub nie zrezygnuje łatwo z możliwości grania na płycie dobrze znanego sobie boiska. Szczególnie w tak ważnym meczu..."

Na koniec maja liderem ekstraklasy i wciąż głównym kandydatem do tytułu był Górnik. Miał na swoim koncie 43 punkty. Tyle samo miał Ruch. O dwa oczka mniej miał trzeci w tabeli GKS. Legia traciła do lidera już sześć punktów.

6 czerwca w przeddzień derbów Górnik - Ruch w programie TVP Katowice spotkali się kapitanowie obu drużyn Warzycha i Jan Urban. Było dużo przekomarzania, ale też apel do kibiców o spokój na widowni. Noc przed najważniejszym meczem sezonu niebiescy spędzili w ośrodku wypoczynkowym w Kokotku, zabrzanie w Kamieniu koło Rybnika. W TVP nie było bezpośredniej transmisji meczu Górnika z Ruchem. Z piłką wygrały pokazywane w tym czasie skoki przez przeszkody oraz tenis. Jak poinformował "Trybunę Robotniczą" red. Bolesław Cader, sportowa redakcja TVP nie otrzymała czasu antenowego.

Górnik zagrał bez wykartkowanej pary stoperów Józef Dankowski - Marek Piotrowicz. Ale i tak gospodarze mieli mistrzowski skład: Józef Wandzik w bramce, Jacek Grembocki, Tomasz Wałdoch i Piotr Jegor w obronie, Robert Warzycha, Piotr Rzepka, Ryszard Komornicki w pomocy, Jan Urban i Ryszard Cyroń w ataku.

Mecz rozpoczął się idealnie dla Ruchu. Już w szóstej minucie gry, po nieudanej pułapce ofsajdowej w wykonaniu zabrzan (spóźnił się Wałdoch) piłkę przejął Warzycha, podał na skrzydło do Gęsiora. Ten przebiegł z piłką jakieś 20 metrów i gdy wszyscy spodziewali się dośrodkowania, strzelił mocno w krótki róg , czym kompletnie zaskoczył Wandzika. 1:0 dla Ruchu! Gospodarze wyrównali w 25. minucie po koronkowej akcji Grambockiego i Urbana. Gola zdobył Cyroń. Remis utrzymał się do przerwy. 

W 56. minucie sędzia podyktował rzut karny dla Ruchu za faul Mirosława Szlezaka na Mieczysławie Szewczyku. Warzycha trafił z karnego, choć Wandzik wyczuł jego zamiary. 2:1 dla Ruchu! To nie był jednak koniec emocji. W 86. minucie Waldemar Fornalik sfaulował Cyronia i sędzia podyktował rzut karny dla Górnika. Ryszard Kołodziejczyk odbił strzał Cyronia na róg.

- Od początku grało mi się bardzo dobrze. Wyczułem intencje strzelca, rzuciłem się we właściwą stronę i poczułem w rękach piłkę - mówił po meczu Kołodziejczyk.

Trener Marcin Bochynek po meczu był wściekły:

- Cyroń nie powinien strzelać karnego. Żaden ze starszych piłkarzy nie chciał go jednak zastąpić.

Trener niebieskich Jerzy Wyrobek na konferencji prasowej nie ukrywał drżenia rąk, ale powtarzał, że Ruch nie może jeszcze czuć się mistrzem. Bochynek wpadł mu w słowo i zapowiedział, że Niebiescy zostaną mistrzem i że im tego szczerze życzy.

"Sport" ocenił mecz na cztery gwiazdki (w skali pięciogwiazdkowej): "Zwycięstwo gości było jak najbardziej zasłużone, gdyż w przekroju 90 minut było oni zespołem nieco lepszym, mając w swoich szeregach mniej słabych punktów od zabrzan". Bardziej surowy był dziennikarz "Trybuny Robotniczej": "Spotkanie nie należało do słabych, ale też trudno zaliczyć je do kategorii porywających. Górnik statyczny, zachowawczy, zagubił gdzieś determinację niezbędną w przypadku takich meczów".

Do końca sezonu zostały trzy mecze. Zdobycie w nich kompletu punktów dawało Ruchowi po raz czternasty tytuł mistrza kraju. 

Sukces w Zabrzu i perspektywa zdobycia mistrzostwa zrobiła swoje. Na rozgrywanym trzy dni później mecz z Olimpią Poznań na Cichej zasiadło prawie 20 tys. kibiców. Ruch szybko objął prowadzenie po bombie z 30 metrów stopera Waldemara Waleszczyka.

Krótko po przerwie ambitnie i twardo grający goście za sprawą Jerzego Kaziowa niespodziewanie wyrównali. Napór Ruchu jednak rósł i w końcu przyniósł efekt. W 77. min Waleszczyk został sfaulowany w polu karnym, a jedenastkę wykorzystał Warzycha. W 150. meczu w ekstraklasie "Gucio" strzelił swojego 50. gola.

Załamany Górnik przegrał w Łodzi z Widzewem i odpadł z rywalizacji o tytuł. Jedynym zagrożeniem dla Ruchu był już tylko GKS Katowice, ale i on dał sobie odebrać wygraną w Jastrzębiu na cztery minuty przed końcem meczu.

17 czerwca chorzowianie rozegrali wyjazdowy mecz z Śląskiem Wrocław. Nad stadionem w czasie gry przeszły trzy wielkie fale deszczu. Pewnie dlatego na mokrym boisku piłkarze mieli czasem kłopoty w najprostszych sytuacjach. Mirosław Bąk dwukrotnie nie trafił do pustej bramki Śląska, po drugiej stronie boiska podobne okazje zmarnowali Ryszard Tarasiewicz i Paweł Król. O wyniki meczu zadecydowała akcja zakończona celnym strzałem Warzychy. "Sport" opisywał, jak padł zwycięski gol dla niebieskich: "Akcja, która prawdopodobnie zadecydowała o zdobyciu tytułu, zaczęła się od Nowaka. Próbował ją przerwać Góra, ale popełnił kiks. Mandziejewicz zamiast wybić piłkę, starał się ją opanować, a będący w pobliżu Warzycha nie zmarnował tej okazji."

Hutnicze Przedsiębiorstwo Remontowe z Chorzowa zorganizowało dla swoich pracowników wyjazd na mecz do Wrocławia. Wielu kibiców Ruchu pojechało tam na własną rękę. Liczna grupa fanów urządziła po meczu owację dla zwycięzców.

Wyrobek po meczu mówił: - Przed rokiem o tej porze zdobyliśmy powrotny awans do I ligi, teraz jesteśmy prawie mistrzami! Nie zmarnujemy tej szansy.

20 czerwca na dzień przed ostatnią kolejka sezonu w prasie trwały spekulacje. Ruch miał w tabeli dwa punkty przewagi nad GKS-em. Ale to GKS miał lepszą różnicę bramek od Ruchu. Jeśli w ostatnim meczu Ruch zremisuje, a GKS wygra za trzy punkty, to GKS zostanie mistrzem. Jeśli Ruch przegra, a GKS wygra za dwa punkty, to GKS zostanie mistrzem. "Trybuna Robotnicza" przesądza sprawę: "Wszystko zdarzyć się może, ale to tylko teoria". Wszak rywalem Ruchu był zdegradowany już do II ligi Górnik Wałbrzych. Od początku mecz przebiegał zgodnie z oczekiwaniami niebieskich. Szybko objęli oni prowadzenie po golu Mieczysława Szewczyka, następnie je podwyższyli i spokojnie wyczekiwali na koniec gry. GKS grał w Mielcu, ale szybko stracił nadzieję i ochotę do gry, kiedy spiker podawał, jak Ruch strzela w Chorzowie kolejne gole. GKS przegrał ze Stalą 0:2.

Drużyna Ruchu przed meczem z Górnikiem Wałbrzych

"Trybuna Robotnicza" opisywała tę mniej przyjemną stronę meczu na Cichej: "Świąteczny nastrój został nieco zmącony przez pseudokibiców, którzy w czasie spotkania rzucali petardy i musiała nawet interweniować służba medyczna. Jednego z małolatów bez wyobraźni odwieziono do szpitala z urazami oczu."

Po meczu kibice wtargnęli na boisku i nie pozwolili na dekorację mistrzów Polski. Nic jednak nie mogło zmącić euforii w ekipie piłkarzy Ruchu. Najbardziej fetowany był Krzysztof Warzycha - król strzelców ekstraklasy (24 gole), zwycięzca klasyfikacji "Złotych Butów", no i mistrz Polski.

Wyrobek na pomeczowej konferencji prasowej mógł obwieścić: - Jesteśmy mistrzem i cóż więcej dodać.

Po 10 latach tytuł wrócił do Chorzowa!

Krzysztof Warzycha odbiera gratulacje od Gerarda Cieślika

Po latach w wywiadzie dla portalu weszlo.com Mieczysław Szewczyk tak analizował sukces z 1989 roku: Dużo czynników złożyło się na ten nasz sukces. Głupio powiedzieć, że spadek dobrze nam zrobił, ale ta degradacja naprawdę mocno nas nakręciła i siłą rozpędu wygrywaliśmy mecze także po awansie. Nagle okazało się, że jesteśmy rzeczywiście mocni w stosunku do tych zespołów, które wtedy walczyły o tytuł – GKS-u Katowice, Górnika czy Legii. Miałem wtedy 26 lat, czyli byłem w bardzo dobrym wieku dla piłkarza. Mieliśmy w składzie „Gucia” Warzychę, Krystiana Szustera, Mirka Bąka… Myślę, że wielu rywali nas nie doceniało, trochę lekceważyło, a my robiliśmy po prostu swoje. Nagle się wszyscy obudzili 5 kolejek przed końcem, że mamy realną szansę na mistrza Polski. U nas czuło się atmosferę. Naprawdę. Wychodziło się przed tych kibiców i chciało się zrobić wszystko, żeby nie tyle meczu nie przegrać, ale wprost przeciwnie – zdecydowanie wygrać. Od pierwszego gwizdka sędziego momentalnie siadaliśmy na przeciwniku. Bez względu na to kto przyjeżdżał. Nie zapomnę – pressing, pressing i przede wszystkim bardzo agresywna gra. Gdy cała drużyna czekała już w tunelu na wyjście, a ja ryknąłem raz czy drugi, to aż ciary przechodziły. Mobilizowaliśmy się przy Cichej niesamowicie.

Ruch Chorzów - sezon 1988/1989:

Bramkarze: Ryszard Kołodziejczyk (26 meczów), Piotr Lech (3), Andrzej Kiełbus (1)

Obrońcy: Dariusz Fornalak (29), Waldemar Fornalik (27), Waldemar Waleszczyk (26), Jacek Chorzewski (22, 1 gol), Leszek Wrona (15), Grzegorz Wagner (6), Stanisław Gawenda (2).

Pomocnicy: Krystian Szuster (30, 9), Mieczysław Szewczyk (28, 1), Józef Nowak (26, 1), Dariusz Gęsior (19, 1), Mirosław Mosór (18), Albin Wira (15), Damian Łukasik (5), Piotr Boncol (3, 1).

Napastnicy: Krzysztof Warzycha (30, 24), Mirosław Bąk (28, 8), Grzegorz Kapica (2).

Trener: Jerzy Wyrobek.

Drugi trener: Henryk Wieczorek.

 

Źródła:
ruchchorzow.com.pl
gazeta.pl
katowickisport.pl
Niebieskie Majstry" autor Grzegorz Joszko
"Sport"
"Trybuna Robotnicza"
"Dziennik Zachodni"
"Piłka Nożna"
zbiory własne

 

Powrót na górę

Piłka nożna

Inne dyscypliny

Strefa konesera

Polecane strony

O nas

Podążaj za nami