Wydrukuj tę stronę

Ostatni taki finał. Mistrz przegrał i oddał szampany

FOTO: archiwum FOTO: archiwum

Finałowy mecz rozgrywek o Puchar Polski rozegrany 1 maja 1986 roku na Stadionie Śląskim pomiędzy Górnikiem Zabrze i GKS-em Katowice obrósł legendą. Był to pierwszy triumf katowickiej drużyny w tych rozgrywkach, który zapoczątkował jej najlepszy okres w historii.

Nie był ostatni finał pucharowych rozgrywek rozegrany na chorzowskim gigancie. Nie był to tez ostatni finałowy pojedynek z udziałem dwóch górnośląskich drużyn. Jednak już nigdy potem mecz o to trofeum nie zgromadził tak licznej publiczności. Pojedynek Górnika z GKS-em oglądało z trybun ok. 55-60 tysięcy widzów. I chyba każdy, kto był obecny na tym spotkaniu, wspomina to wydarzenie w niekłamaną satysfakcją.

Droga do finału obu drużyn była równie ciekawa. Katowiczanie udział w rozgrywkach rozpoczęli od łatwego zwycięstwa nad trzecioligowym AKS Niwka 3:1. W 1/8 finału stoczyli zacięty bój z Lechem Poznań. Wygrali po kuriozalnym golu zdobytym przez Józefa Łuczaka. Fatalny błąd w tej sytuacji popełnił bramkarz gości Zbigniew Pleśnierowicz, który zupełnie zlekceważył klasyczny "centrostrzał" pomocnika GKS-u. W tym samym czasie Górnik wyeliminował innego reprezentanta III ligi Start Łódź, a w później bez większych problemów pokonał Zagłębie Sosnowiec. Ciekawostką jest fakt, że pierwszego gola dla zabrzan w meczu rozgrywanym na Stadionie Ludowym zdobył Jan Urban, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej był zawodnikiem Zagłębia.

Znacznie ciekawiej było w ćwierćfinałach. Zabrzanie z wyjazdowego meczu z Śląskiem Wrocław przywieźli remis 1:1 i w rewanżu rozgrywanym przed własną widownią byli zdecydowanymi faworytami. Tymczasem długo zanosiło się na niespodziankę. Po 54. minutach gry Śląsk prowadził w Zabrzu 2:1. Podopieczni trenera Huberta Kostki zdołali jednak przechylić szalę zwycięstwa i awansu na swoją stronę. Do wyrównania doprowadził Urban. Pięć minut później gola dającego gospodarzom prowadzenie zdobył Andrzej Iwan. W końcówce wrocławianie postawili wszystko na jedną kartę i nadziali się na dwie zabójcze kontry, które kolejnymi golami dla Górnika wykończyli Marek Majka i Ryszard Cyroń.

Jeszcze większe emocje wywołały konfrontacje GKS-u Katowice z Legią Warszawa. W pierwszym meczu rozegranym w stolicy doszło do sensacji. Faworyzowani gospodarze przekonali się, że w polskim futbolu rodzi się nowa siła, a jej wizytówką jest ofensywny tercet: Marek Koniarek, Mirosław Kubisztal i Jan Furtok. Zespół prowadzony przez trenera Alojzego Łysko był zabójczo skuteczny i wywiózł z Łazienkowskiej sensacyjne zwycięstwo 3:1. Wydawało się, że katowiczanie są o krok od awansu. Tymczasem w meczu rewanżowym ich promocja do półfinału zawisła na przysłowiowym włosku. Już w pierwszej akcji meczu Jarosław Araszkiewicz pokonał strzegącego bramki GKS-u po raz pierwszy w karierze Grzegorza Cichonia. Na przerwę legioniści schodzili prowadząc już 2:0, bo po raz drugi piłkę w bramce gospodarzy umieścił Jan Karaś. Po godzinie gry półfinalistami mogli się czuć piłkarze Legii, bowiem na 3:0 podwyższył Zbigniew Kaczmarek. Gracze GKS-u nie zamierzali się poddawać. W 70. minucie gry Koniarek sprawił, że na Bukowej zapachniało dogrywką. Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry niezawodny Furtok zdobył drugiego gola, a to było jednoznaczne z wyrzuceniem Legii z pucharowej rywalizacji. 

W związku z tym, że reprezentacja Polski zakwalifikowała się na Mundial'86 w Meksyku mecze półfinałowe Pucharu Polski rozegrane zostały jeszcze późną jesienią 1985 roku. Chodziło o to, by kadra miała wiosną więcej czasu na przygotowanie się do startu w tej imprezie. Dla Górnika był to spacerek. Drużyna trenera Kostki już w pierwszym meczu rozegranym na własnym boisku praktycznie zapewniła sobie awans gromią ŁKS Łódź 6:1. W spotkaniu rewanżowym górnicy nie musieli się zbytnio wysilać, by przypieczętować wejście do finału. Przegrali 1:2.

Znów ciekawiej było w parze, w której o prawo gry o puchar, walczył GKS. Rywalem katowiczan była Pogoń Szczecin. W spotkaniu rozegranym na Pomorzu triumfowali gracze Pogoni. Wprawdzie GKS szybko objął prowadzenie po trafieniu Furtoka, ale później inicjatywę przejęli gospodarze i po golach Andrzeja Miązka i Marka Leśniaka mogli cieszyć się z wygranej. Kiedy tuż po rozpoczęciu meczu w Katowicach Janusz Turowski zdobył gola dla Pogoni wydawało się, że katowiczanie odpadną z dalszej rywalizacji. Tymczasem kolejny raz pokazali charakter. Jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził Jan Furtok. Ten sam zawodnik kwadrans po zmianie stron wyprowadził katowicki zespół na prowadzenie. Gola na wagę pierwszego w historii klubu awansu do finału na trzy minuty przed końcem strzelił Marek Koniarek. 

Finał zaplanowano na 1 maja 1986 roku. Na jego arenę Polski Związek Piłki Nożnej wyznaczył Stadion Ślaski w Chorzowie. Tak przebieg meczu relacjonował "Sport": "W tym spotkaniu było wszystko to, co jest pieprzem i solą piłki nożnej. Padło pięć efektownych bramek, rozegrano kilkadziesiąt świetnych akcji, piłka błyskawicznie przechodziła spod jednego pola karnego na drugie. Niespotykana dramaturgia meczu mogła zadowolić nawet najbardziej wybrednych koneserów futbolu.
Zacznijmy jednak od początku. Wydawało się, że w Chorzowie gra będzie toczyła się według scenariusza dającego w powszechnej opinii jedynie 10 procent szans na zwycięstwo katowiczanom. Pierwsze 20 minut pozornie potwierdzało ten program. Górnik, jak zwykle ostro zaatakował przeciwnika, oblegał bramkę Roberta Sęka, ale w poczynaniach mistrza mniej było sił, zadziorności. Wystarczyły dwa szybkie kontrataki GKS-u i faworyci przegrywali już 0:2. W obu przypadkach akcje rozpoczęły się lewą stroną, kilka minut po opuszczeniu placu gry przez Adama Ossowskiego, którego zastąpił na lewej obronie Marek Piotrowicz. Zabrzanin nie zdążył jeszcze dobrze się rozgrzać, gdy ruszył do przodu. Marek Koniarek po dynamicznym biegu z piłką zbliżył się do końcowej linii boiska, podał dokładnie pod nogi Jana Furtoka. Po strzale z odległości 10 metrów Józef Wandzik nie zdążył nawet zareagować. Górnik z rozmachom rzucił się do ataku, próbując atakować jak najszybciej wyrównać i za moment utkała się druga niespodzianka. Tym razem, obok Jana Furtoka w głównej roli wystąpił Piotr Nazimek — skopiował Koniarka i znowu uruchomił Furtoka, który z woleja bezbłędnie trafił pod poprzeczkę. Była to jedna z najbardziej efektownych bramek na Stadionie Śląskim. W ten sposób w 23. minucie katowiczanie objęli prowadzenie 2:0 i oczywiście wszyscy spodziewali się riposty zabrzan. Rzeczywiście, do końca pierwszej połowy Górnik rządził. Bliski strzelenia gola był Ryszard Komornicki, potem Ryszard Cyroń wystawił na ciężką próbę Roberta Sęka. Groźna była także akcja Jana Urbana i Dankowskiego, zakończona główką tego ostatniego. Wreszcie Komornicki w olbrzymim zamieszaniu wepchnął piłkę do siatki. Ciąg dalszy był łatwy do rozszyfrowania. Obrońcy Katowic musieli nadrabiać różnicę w umiejętnościach piłkarskich ofiarnością, ambicją, a czasami nawet determinacją. Spokojem imponował tylko Piotr Piekarczyk, który praktycznie ani razu nie dał się ograć. W 72 minucie Ryszard Komornicki wyprzedził nie tylko zawodników Katowic, ale i również partnerów z własnej drużyny. Brak asekuracji, niefrasobliwość Józefa Dankowskiego i dwa kolejne kontrataki zakończyły się zdobyciem następnych goli przez Katowice! Szarża Koniarka rozpoczęta się jeszcze na połowie GKS-u. Daleki wybieg Józefa Wandzika, strzał do pustej bramki z odległości ok. 25 metrów. Nie minęły dwie minuty i na listę strzelców wpisał się po podobnej akcji Jan Furtok. Trzy bramki w finale Pucharu Polski to chyba najlepsza rekomendacja przed Mundialem, z pewnością weźmie to pod uwagę Antoni Piechniczek zanim wybierze 22 zawodników którzy będą reprezentować nasze barwy w Meksyku. Tak więc trzydziesty drugi finał Pucharu Polski był benefisem drużyny, która przystąpiła do gry bez respektu dla faworytów".

Radość katowiczan po zdobyciu gola

– Na pewno ten mecz finałowy był dla mnie wyjątkowy, nie tylko dlatego, ze strzeliłem trzy bramki. Obawialiśmy się tego meczu. Górnik miał już mistrzostwo Polski w kieszeni, na finał przyjechali w garniturkach i pod krawatami. A my? Sezon skończyliśmy na piątym miejscu i gdzie my tam do Górnika w finale pasowaliśmy? W sweterkach z przechowalni , jednakowych, które wychodziły z seryjnej produkcji, przyjechaliśmy na Stadion Śląski cichutko i spokojnie – wspominał ten finał Jan Furtok.

Po tak niespodziewanym sukcesie w trójkolorowych szeregach zapanowała niewiarygodna radość. Tak wielka, że jej ofiarą padł przedstawiciel sztabu medycznego Wojciech Spałek. Do dziś przy Bukowej zastanawiają się, jak on to przeżył.

– Skończył się mecz, po którym Marek Koniarek tak szalał jak wariat z pucharem, że ciężka pokrywa z pucharu spadła na głowę Wojciecha Spałka i stracił przytomność. Nikt tego nie zauważył i Spałek leżał tak przez parę minut. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało i zapamiętał nasze wielkie zwycięstwo. To był dopiero twardziel, pozbierał się po takim nokaucie! – opowiadał Furtok.

O tym jak niewiarygodny był triumf GKS-u nad Górnikiem, świadczy fakt, że podopieczni trenera Alojzego Łyski nie byli nawet przygotowani na świętowanie. Lodówki w szatni GKS-u Katowice świeciły pustkami.

– Zabrzanie już przed meczem mrozili w szatni szampany w lodówkach, a my nie mieliśmy nic. Nikt się nie spodziewał, że wygramy, a jednak stało się inaczej! Po meczu w szatni nie mieliśmy czym świętować. Pobiegłem do Jana Urbana z Górnika i poprosiłem, żeby pożyczył nam jednego szampana. Zdenerwowany tylko machnął ręką i powiedział „ a weź sobie”! – opowiada legendarny napastnik GKS-u.

Oprócz szampana od przeciwnika i pucharu, w nagrodę na GKS czekały upominki. Jak się okazało piłkarze nie do końca mogli się z nich cieszyć.

– W nagrodę za zwycięstwo mieliśmy obiecane po wideo Hitachi i telewizorze. Niestety, skończyło się tylko na wideo, telewizorów nie zobaczyliśmy. Ktoś się nie bał i zniknęły. Ostatecznie skończyło się tylko na talonie – wspomina Furtok.

GKS Katowice z Pucharem Polski

Puchar Polski - sezon 1985/86

1/16 finału
25.09.1985
Start Łódź - Górnik Zabrze 0:1 (0:0)
0:1 - Zgutczyński, 71 min.
Start: Ossowski - Trojanowski, Ciejka, Drapiński, Możejko, Krzyczmanik, Kuś, Kasperkiewicz, Krawiec (80. Żuber), Gajewski, Matusiak.
Górnik: Cebrat - Piotrowicz, Dankowski, Klemenz, Kostrzewa, Ossowski, Matysik, Urban, Zgutczyński, Pałasz (19. Leśnik), Iwan.

1/8 finału

9.10.1985
GKS Katowice - Lech Poznań 1:0 (0:0)
1:0 - Łuczak, 63 min.
GKS: Sęk - Biegun, Piekarczyk, Zając, Nowak, Chmaj (68. Morcinek), Rzeszutek, Łuczak (82. Hetmański), Furtok, Koniarek, Kubisztal.
Lech: Pleśnierowicz - Stroiński, Jakołcewicz, Łukasik, Barczak, Romke, Skrobowski (75. Partyński), Rybak, Niewiadomski, Okoński, Szwagiel (68. Kruszczyński).

9.10.1985
Zagłębie Sosnowiec - Górnik Zabrze 0:2 (0:1)
0:1 - Urban, 31 min.
0:2 - Majka, 62 min.
Zagłębie: Bęben - Kowalski, Romański, Kordysz, Sączek, Wyrobek, Sołtysik, Tochel, Liszka (62. Krawiec), Śpiewak (81. Wierzbicki), Rycek.
Górnik: Wandzik - Gunia, Dankowski, Klemenz, Kostrzewa (31. Ossowski), Majka, Matysik (72. Leśnik), Komornicki, Urban, Zgutczyński, Iwan.

Ćwierćfinały:

30.10.1985
Śląsk Wrocław - Górnik Zabrze 1:1 (0:0)
1:0 - Prusik, 55 min.
1:1 - Pałasz, 80 min.
Śląsk: Jedynak - Tęsiorowski, Król, Rosa, Góra, Mandziejewicz, Nocko (85. Jankowski), Rudy, Prusik, Machaj (62. Fudali), Socha.
Górnik: Wandzik - Gunia, Klemenz, Matysik, Kostrzewa, Majka (60. Kozik), Komornicki (70. Leśnik), Ossowski, Zgutczyński, Pałasz, Iwan.

20.11.1985
Górnik Zabrze - Śląsk Wrocław 5:2 (1:1)
0:1 - Marciniak, 21 min.
1:1 - Dankowski, 23 min.
1:2 - Stelmach, 54 min.
2:2 - Urban, 59 min.
3:2 - Iwan, 64 min.
4:2 - Majka, 84 min.
5:2 - Cyroń, 88 min.
Górnik: Wandzik - Piotrowicz (46. Komornicki), Dankowski, Ossowski, Kostrzewa, Majka, Matysik, Iwan (86. Cyroń), Urban, Pałasz, Zgutczyński.
Śląsk: Kirsza - Tęsiorowski, Rosa, Mandziejewicz, Góra, Machaj, Tarasiewicz, Rudy, Prusik, Marciniak, Stelmach (84. Socha).

30.10.1985
Legia Warszawa - GKS Katowice 1:3 (0:1)
0:1 - Kubisztal, 25 min.
1:1 - Kaczmarek, 58 min.
1:2 - Furtok, 60 min.
1:3 - Furtok, 85 min.
Legia: Kazimierski - Kubicki, A. Sikorski, Gawara (46. Cebula), Wdowczyk, Kaczmarek, Karaś, Buncol, W. Sikorski, Dziekanowski, Araszkiewicz (43. Arceusz).
GKS: Sęk - Biegun, Zając, Piekarczyk, Kapias, Krzyżoś, Łuczak, Morcinek (64. Chmaj), Koniarek, Kubisztal, Furtok.

20.11.1985
GKS Katowice - Legia Warszawa 2:3 (0:2)
0:1 - Araszkiewicz, 1 min.
0:2 - Karaś, 38 min.
0:3 - Kaczmarek, 60 min.
1:3 - Koniarek, 70 min.
2:3 - Furtok, 85 min.
GKS: Cichoń - Biegun, Piekarczyk, Zając, Kapias, Morcinek (66. Chmaj), Krzyżoś, Łuczak (54. Hetmański), Kubisztal, Koniarek, Furtok.
Legia: Kazimierski - Kubicki, A. Sikorski, Gawara, Kaczmarek, Buncol, Karaś (67. Iwanicki), W. Sikorski, Arceusz (34. Cebula), Dziekanowski, Araszkiewicz.

Półfinały:
30.11.1985
Górnik Zabrze - ŁKS Łódź 6:1 (4:1)
1:0 - Komornicki, 9 min.
2:0 - Zgutczyński, 14 min.
3:0 - Urban, 23 min.
4:0 - Komornicki, 26 min.
4:1 - Baran, 42 min.
5:1 - Zgutczyński, 53 min.
6:1 - Pałasz, 77 min.
Górnik: Wandzik - Gunia, Dankowski, Matysik, Kostrzewa, Majka, Komornicki, Urban (85. Ossowski), Iwan (18. Cyroń), Zgutczyński, Pałasz.
ŁKS: Z. Robakiewicz - Różycki, Bendkowski, Wenclewski, Sybilski, Chojnacki, Więzik, Kruszankin (24. Gierek), Ziober, Baran. R. Robakiewicz.

30.11.1985
Pogoń Szczecin - GKS Katowice 2:1 (1:1)
0:1 - Furtok, 2 min.
1:1 - Miązek, 37 min.
2:1 - Leśniak, 65 min.
Pogoń: Dygas - Kuras, Makowski, Sokołowski, Urbanowicz, Miązek, Kensy, Wolski (46. Turowski), Ostrowski, Hawrylewicz (70. Biernat), Leśniak.
GKS: Sęk - Biegun, Piekarczyk, Zając, Kapias, Morcinek (46. Chmaj), Krzyżoś, Hetmański, Kubisztal (77. Nowak), Furtok, Koniarek.

4.12.1985
ŁKS Łódź - Górnik Zabrze 2:1 (1:1)
1:0 - Baran, 13 min.
1:1 - Urban, 28 min.
2:1 - Chojnacki, 59 min. (karny)
ŁKS: J. Robakiewicz - Bendkowski, Wenclewski, Sybilski, Różycki, Chojnacki, Więzik (46. Gierek), Kruszankin, Ziober, Baran, R. Robakiewicz (46.Kasztelan).
Górnik: Wandzik - Gunia, Klemenz, Dankowski, Kostrzewa, Pałasz, Matysik, Komornicki, Urban (51. Cyroń), Majka, Zgutczyński.

4.12.1985
GKS Katowice - Pogoń Szczecin 3:1 (1:1)
0:1 - Turowski, 12 min.
1:1 - Furtok, 31 min.
2:1 - Furtok, 60 min.
3:1 - Koniarek, 87 min.
GKS: Sęk - Biegun, Piekarczyk, Zając, Kapias, Morcinek (79. Nazimek), Krzyżoś (30. Nowak), Chmaj, Kubisztal, Furtok, Koniarek.
Pogoń: Dygas - Kuras, Makowski, Sokołowski, Urbanowicz, Hawrylewicz (72. Wolski), Kensy, Żelazowski (54. Biernat), Ostrowski, Turowski, Leśniak.

Finał:
1.05.1986 Stadion Śląski
GKS Katowice - Górnik Zabrze 4:1 (2:0)
1:0 - Furtok, 22 min.
2:0 - Furtok, 27 min.
2:1 - Komornicki, 47 min.
3:1 - Koniarek, 83 min.
4:1 - Furtok, 87 min.
GKS: Sęk - Nazimek, Piekarczyk, Zając, Kapias, Biegun (46. Rzeszutek), Krzyżoś, Łuczak, Kubisztal (80. Morcinek), Koniarek, Furtok.
Górnik: Wandzik - Gunia, Dankowski, Klemenz (37. Cyroń), Ossowski (20. Piotrowicz). Majak, Komornicki, Matysik, Urban, Zgutczyński, Pałasz.
 

Piłka nożna

Inne dyscypliny

Strefa konesera

Polecane strony

O nas

Podążaj za nami

Ostatni taki finał. Mistrz przegrał i oddał szampany - SportowaSIlesia.pl - portal pozytywnych wrażeń sportowych
Logo
Wydrukuj tę stronę

Ostatni taki finał. Mistrz przegrał i oddał szampany

FOTO: archiwum FOTO: archiwum

Finałowy mecz rozgrywek o Puchar Polski rozegrany 1 maja 1986 roku na Stadionie Śląskim pomiędzy Górnikiem Zabrze i GKS-em Katowice obrósł legendą. Był to pierwszy triumf katowickiej drużyny w tych rozgrywkach, który zapoczątkował jej najlepszy okres w historii.

Nie był ostatni finał pucharowych rozgrywek rozegrany na chorzowskim gigancie. Nie był to tez ostatni finałowy pojedynek z udziałem dwóch górnośląskich drużyn. Jednak już nigdy potem mecz o to trofeum nie zgromadził tak licznej publiczności. Pojedynek Górnika z GKS-em oglądało z trybun ok. 55-60 tysięcy widzów. I chyba każdy, kto był obecny na tym spotkaniu, wspomina to wydarzenie w niekłamaną satysfakcją.

Droga do finału obu drużyn była równie ciekawa. Katowiczanie udział w rozgrywkach rozpoczęli od łatwego zwycięstwa nad trzecioligowym AKS Niwka 3:1. W 1/8 finału stoczyli zacięty bój z Lechem Poznań. Wygrali po kuriozalnym golu zdobytym przez Józefa Łuczaka. Fatalny błąd w tej sytuacji popełnił bramkarz gości Zbigniew Pleśnierowicz, który zupełnie zlekceważył klasyczny "centrostrzał" pomocnika GKS-u. W tym samym czasie Górnik wyeliminował innego reprezentanta III ligi Start Łódź, a w później bez większych problemów pokonał Zagłębie Sosnowiec. Ciekawostką jest fakt, że pierwszego gola dla zabrzan w meczu rozgrywanym na Stadionie Ludowym zdobył Jan Urban, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej był zawodnikiem Zagłębia.

Znacznie ciekawiej było w ćwierćfinałach. Zabrzanie z wyjazdowego meczu z Śląskiem Wrocław przywieźli remis 1:1 i w rewanżu rozgrywanym przed własną widownią byli zdecydowanymi faworytami. Tymczasem długo zanosiło się na niespodziankę. Po 54. minutach gry Śląsk prowadził w Zabrzu 2:1. Podopieczni trenera Huberta Kostki zdołali jednak przechylić szalę zwycięstwa i awansu na swoją stronę. Do wyrównania doprowadził Urban. Pięć minut później gola dającego gospodarzom prowadzenie zdobył Andrzej Iwan. W końcówce wrocławianie postawili wszystko na jedną kartę i nadziali się na dwie zabójcze kontry, które kolejnymi golami dla Górnika wykończyli Marek Majka i Ryszard Cyroń.

Jeszcze większe emocje wywołały konfrontacje GKS-u Katowice z Legią Warszawa. W pierwszym meczu rozegranym w stolicy doszło do sensacji. Faworyzowani gospodarze przekonali się, że w polskim futbolu rodzi się nowa siła, a jej wizytówką jest ofensywny tercet: Marek Koniarek, Mirosław Kubisztal i Jan Furtok. Zespół prowadzony przez trenera Alojzego Łysko był zabójczo skuteczny i wywiózł z Łazienkowskiej sensacyjne zwycięstwo 3:1. Wydawało się, że katowiczanie są o krok od awansu. Tymczasem w meczu rewanżowym ich promocja do półfinału zawisła na przysłowiowym włosku. Już w pierwszej akcji meczu Jarosław Araszkiewicz pokonał strzegącego bramki GKS-u po raz pierwszy w karierze Grzegorza Cichonia. Na przerwę legioniści schodzili prowadząc już 2:0, bo po raz drugi piłkę w bramce gospodarzy umieścił Jan Karaś. Po godzinie gry półfinalistami mogli się czuć piłkarze Legii, bowiem na 3:0 podwyższył Zbigniew Kaczmarek. Gracze GKS-u nie zamierzali się poddawać. W 70. minucie gry Koniarek sprawił, że na Bukowej zapachniało dogrywką. Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry niezawodny Furtok zdobył drugiego gola, a to było jednoznaczne z wyrzuceniem Legii z pucharowej rywalizacji. 

W związku z tym, że reprezentacja Polski zakwalifikowała się na Mundial'86 w Meksyku mecze półfinałowe Pucharu Polski rozegrane zostały jeszcze późną jesienią 1985 roku. Chodziło o to, by kadra miała wiosną więcej czasu na przygotowanie się do startu w tej imprezie. Dla Górnika był to spacerek. Drużyna trenera Kostki już w pierwszym meczu rozegranym na własnym boisku praktycznie zapewniła sobie awans gromią ŁKS Łódź 6:1. W spotkaniu rewanżowym górnicy nie musieli się zbytnio wysilać, by przypieczętować wejście do finału. Przegrali 1:2.

Znów ciekawiej było w parze, w której o prawo gry o puchar, walczył GKS. Rywalem katowiczan była Pogoń Szczecin. W spotkaniu rozegranym na Pomorzu triumfowali gracze Pogoni. Wprawdzie GKS szybko objął prowadzenie po trafieniu Furtoka, ale później inicjatywę przejęli gospodarze i po golach Andrzeja Miązka i Marka Leśniaka mogli cieszyć się z wygranej. Kiedy tuż po rozpoczęciu meczu w Katowicach Janusz Turowski zdobył gola dla Pogoni wydawało się, że katowiczanie odpadną z dalszej rywalizacji. Tymczasem kolejny raz pokazali charakter. Jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził Jan Furtok. Ten sam zawodnik kwadrans po zmianie stron wyprowadził katowicki zespół na prowadzenie. Gola na wagę pierwszego w historii klubu awansu do finału na trzy minuty przed końcem strzelił Marek Koniarek. 

Finał zaplanowano na 1 maja 1986 roku. Na jego arenę Polski Związek Piłki Nożnej wyznaczył Stadion Ślaski w Chorzowie. Tak przebieg meczu relacjonował "Sport": "W tym spotkaniu było wszystko to, co jest pieprzem i solą piłki nożnej. Padło pięć efektownych bramek, rozegrano kilkadziesiąt świetnych akcji, piłka błyskawicznie przechodziła spod jednego pola karnego na drugie. Niespotykana dramaturgia meczu mogła zadowolić nawet najbardziej wybrednych koneserów futbolu.
Zacznijmy jednak od początku. Wydawało się, że w Chorzowie gra będzie toczyła się według scenariusza dającego w powszechnej opinii jedynie 10 procent szans na zwycięstwo katowiczanom. Pierwsze 20 minut pozornie potwierdzało ten program. Górnik, jak zwykle ostro zaatakował przeciwnika, oblegał bramkę Roberta Sęka, ale w poczynaniach mistrza mniej było sił, zadziorności. Wystarczyły dwa szybkie kontrataki GKS-u i faworyci przegrywali już 0:2. W obu przypadkach akcje rozpoczęły się lewą stroną, kilka minut po opuszczeniu placu gry przez Adama Ossowskiego, którego zastąpił na lewej obronie Marek Piotrowicz. Zabrzanin nie zdążył jeszcze dobrze się rozgrzać, gdy ruszył do przodu. Marek Koniarek po dynamicznym biegu z piłką zbliżył się do końcowej linii boiska, podał dokładnie pod nogi Jana Furtoka. Po strzale z odległości 10 metrów Józef Wandzik nie zdążył nawet zareagować. Górnik z rozmachom rzucił się do ataku, próbując atakować jak najszybciej wyrównać i za moment utkała się druga niespodzianka. Tym razem, obok Jana Furtoka w głównej roli wystąpił Piotr Nazimek — skopiował Koniarka i znowu uruchomił Furtoka, który z woleja bezbłędnie trafił pod poprzeczkę. Była to jedna z najbardziej efektownych bramek na Stadionie Śląskim. W ten sposób w 23. minucie katowiczanie objęli prowadzenie 2:0 i oczywiście wszyscy spodziewali się riposty zabrzan. Rzeczywiście, do końca pierwszej połowy Górnik rządził. Bliski strzelenia gola był Ryszard Komornicki, potem Ryszard Cyroń wystawił na ciężką próbę Roberta Sęka. Groźna była także akcja Jana Urbana i Dankowskiego, zakończona główką tego ostatniego. Wreszcie Komornicki w olbrzymim zamieszaniu wepchnął piłkę do siatki. Ciąg dalszy był łatwy do rozszyfrowania. Obrońcy Katowic musieli nadrabiać różnicę w umiejętnościach piłkarskich ofiarnością, ambicją, a czasami nawet determinacją. Spokojem imponował tylko Piotr Piekarczyk, który praktycznie ani razu nie dał się ograć. W 72 minucie Ryszard Komornicki wyprzedził nie tylko zawodników Katowic, ale i również partnerów z własnej drużyny. Brak asekuracji, niefrasobliwość Józefa Dankowskiego i dwa kolejne kontrataki zakończyły się zdobyciem następnych goli przez Katowice! Szarża Koniarka rozpoczęta się jeszcze na połowie GKS-u. Daleki wybieg Józefa Wandzika, strzał do pustej bramki z odległości ok. 25 metrów. Nie minęły dwie minuty i na listę strzelców wpisał się po podobnej akcji Jan Furtok. Trzy bramki w finale Pucharu Polski to chyba najlepsza rekomendacja przed Mundialem, z pewnością weźmie to pod uwagę Antoni Piechniczek zanim wybierze 22 zawodników którzy będą reprezentować nasze barwy w Meksyku. Tak więc trzydziesty drugi finał Pucharu Polski był benefisem drużyny, która przystąpiła do gry bez respektu dla faworytów".

Radość katowiczan po zdobyciu gola

– Na pewno ten mecz finałowy był dla mnie wyjątkowy, nie tylko dlatego, ze strzeliłem trzy bramki. Obawialiśmy się tego meczu. Górnik miał już mistrzostwo Polski w kieszeni, na finał przyjechali w garniturkach i pod krawatami. A my? Sezon skończyliśmy na piątym miejscu i gdzie my tam do Górnika w finale pasowaliśmy? W sweterkach z przechowalni , jednakowych, które wychodziły z seryjnej produkcji, przyjechaliśmy na Stadion Śląski cichutko i spokojnie – wspominał ten finał Jan Furtok.

Po tak niespodziewanym sukcesie w trójkolorowych szeregach zapanowała niewiarygodna radość. Tak wielka, że jej ofiarą padł przedstawiciel sztabu medycznego Wojciech Spałek. Do dziś przy Bukowej zastanawiają się, jak on to przeżył.

– Skończył się mecz, po którym Marek Koniarek tak szalał jak wariat z pucharem, że ciężka pokrywa z pucharu spadła na głowę Wojciecha Spałka i stracił przytomność. Nikt tego nie zauważył i Spałek leżał tak przez parę minut. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało i zapamiętał nasze wielkie zwycięstwo. To był dopiero twardziel, pozbierał się po takim nokaucie! – opowiadał Furtok.

O tym jak niewiarygodny był triumf GKS-u nad Górnikiem, świadczy fakt, że podopieczni trenera Alojzego Łyski nie byli nawet przygotowani na świętowanie. Lodówki w szatni GKS-u Katowice świeciły pustkami.

– Zabrzanie już przed meczem mrozili w szatni szampany w lodówkach, a my nie mieliśmy nic. Nikt się nie spodziewał, że wygramy, a jednak stało się inaczej! Po meczu w szatni nie mieliśmy czym świętować. Pobiegłem do Jana Urbana z Górnika i poprosiłem, żeby pożyczył nam jednego szampana. Zdenerwowany tylko machnął ręką i powiedział „ a weź sobie”! – opowiada legendarny napastnik GKS-u.

Oprócz szampana od przeciwnika i pucharu, w nagrodę na GKS czekały upominki. Jak się okazało piłkarze nie do końca mogli się z nich cieszyć.

– W nagrodę za zwycięstwo mieliśmy obiecane po wideo Hitachi i telewizorze. Niestety, skończyło się tylko na wideo, telewizorów nie zobaczyliśmy. Ktoś się nie bał i zniknęły. Ostatecznie skończyło się tylko na talonie – wspomina Furtok.

GKS Katowice z Pucharem Polski

Puchar Polski - sezon 1985/86

1/16 finału
25.09.1985
Start Łódź - Górnik Zabrze 0:1 (0:0)
0:1 - Zgutczyński, 71 min.
Start: Ossowski - Trojanowski, Ciejka, Drapiński, Możejko, Krzyczmanik, Kuś, Kasperkiewicz, Krawiec (80. Żuber), Gajewski, Matusiak.
Górnik: Cebrat - Piotrowicz, Dankowski, Klemenz, Kostrzewa, Ossowski, Matysik, Urban, Zgutczyński, Pałasz (19. Leśnik), Iwan.

1/8 finału

9.10.1985
GKS Katowice - Lech Poznań 1:0 (0:0)
1:0 - Łuczak, 63 min.
GKS: Sęk - Biegun, Piekarczyk, Zając, Nowak, Chmaj (68. Morcinek), Rzeszutek, Łuczak (82. Hetmański), Furtok, Koniarek, Kubisztal.
Lech: Pleśnierowicz - Stroiński, Jakołcewicz, Łukasik, Barczak, Romke, Skrobowski (75. Partyński), Rybak, Niewiadomski, Okoński, Szwagiel (68. Kruszczyński).

9.10.1985
Zagłębie Sosnowiec - Górnik Zabrze 0:2 (0:1)
0:1 - Urban, 31 min.
0:2 - Majka, 62 min.
Zagłębie: Bęben - Kowalski, Romański, Kordysz, Sączek, Wyrobek, Sołtysik, Tochel, Liszka (62. Krawiec), Śpiewak (81. Wierzbicki), Rycek.
Górnik: Wandzik - Gunia, Dankowski, Klemenz, Kostrzewa (31. Ossowski), Majka, Matysik (72. Leśnik), Komornicki, Urban, Zgutczyński, Iwan.

Ćwierćfinały:

30.10.1985
Śląsk Wrocław - Górnik Zabrze 1:1 (0:0)
1:0 - Prusik, 55 min.
1:1 - Pałasz, 80 min.
Śląsk: Jedynak - Tęsiorowski, Król, Rosa, Góra, Mandziejewicz, Nocko (85. Jankowski), Rudy, Prusik, Machaj (62. Fudali), Socha.
Górnik: Wandzik - Gunia, Klemenz, Matysik, Kostrzewa, Majka (60. Kozik), Komornicki (70. Leśnik), Ossowski, Zgutczyński, Pałasz, Iwan.

20.11.1985
Górnik Zabrze - Śląsk Wrocław 5:2 (1:1)
0:1 - Marciniak, 21 min.
1:1 - Dankowski, 23 min.
1:2 - Stelmach, 54 min.
2:2 - Urban, 59 min.
3:2 - Iwan, 64 min.
4:2 - Majka, 84 min.
5:2 - Cyroń, 88 min.
Górnik: Wandzik - Piotrowicz (46. Komornicki), Dankowski, Ossowski, Kostrzewa, Majka, Matysik, Iwan (86. Cyroń), Urban, Pałasz, Zgutczyński.
Śląsk: Kirsza - Tęsiorowski, Rosa, Mandziejewicz, Góra, Machaj, Tarasiewicz, Rudy, Prusik, Marciniak, Stelmach (84. Socha).

30.10.1985
Legia Warszawa - GKS Katowice 1:3 (0:1)
0:1 - Kubisztal, 25 min.
1:1 - Kaczmarek, 58 min.
1:2 - Furtok, 60 min.
1:3 - Furtok, 85 min.
Legia: Kazimierski - Kubicki, A. Sikorski, Gawara (46. Cebula), Wdowczyk, Kaczmarek, Karaś, Buncol, W. Sikorski, Dziekanowski, Araszkiewicz (43. Arceusz).
GKS: Sęk - Biegun, Zając, Piekarczyk, Kapias, Krzyżoś, Łuczak, Morcinek (64. Chmaj), Koniarek, Kubisztal, Furtok.

20.11.1985
GKS Katowice - Legia Warszawa 2:3 (0:2)
0:1 - Araszkiewicz, 1 min.
0:2 - Karaś, 38 min.
0:3 - Kaczmarek, 60 min.
1:3 - Koniarek, 70 min.
2:3 - Furtok, 85 min.
GKS: Cichoń - Biegun, Piekarczyk, Zając, Kapias, Morcinek (66. Chmaj), Krzyżoś, Łuczak (54. Hetmański), Kubisztal, Koniarek, Furtok.
Legia: Kazimierski - Kubicki, A. Sikorski, Gawara, Kaczmarek, Buncol, Karaś (67. Iwanicki), W. Sikorski, Arceusz (34. Cebula), Dziekanowski, Araszkiewicz.

Półfinały:
30.11.1985
Górnik Zabrze - ŁKS Łódź 6:1 (4:1)
1:0 - Komornicki, 9 min.
2:0 - Zgutczyński, 14 min.
3:0 - Urban, 23 min.
4:0 - Komornicki, 26 min.
4:1 - Baran, 42 min.
5:1 - Zgutczyński, 53 min.
6:1 - Pałasz, 77 min.
Górnik: Wandzik - Gunia, Dankowski, Matysik, Kostrzewa, Majka, Komornicki, Urban (85. Ossowski), Iwan (18. Cyroń), Zgutczyński, Pałasz.
ŁKS: Z. Robakiewicz - Różycki, Bendkowski, Wenclewski, Sybilski, Chojnacki, Więzik, Kruszankin (24. Gierek), Ziober, Baran. R. Robakiewicz.

30.11.1985
Pogoń Szczecin - GKS Katowice 2:1 (1:1)
0:1 - Furtok, 2 min.
1:1 - Miązek, 37 min.
2:1 - Leśniak, 65 min.
Pogoń: Dygas - Kuras, Makowski, Sokołowski, Urbanowicz, Miązek, Kensy, Wolski (46. Turowski), Ostrowski, Hawrylewicz (70. Biernat), Leśniak.
GKS: Sęk - Biegun, Piekarczyk, Zając, Kapias, Morcinek (46. Chmaj), Krzyżoś, Hetmański, Kubisztal (77. Nowak), Furtok, Koniarek.

4.12.1985
ŁKS Łódź - Górnik Zabrze 2:1 (1:1)
1:0 - Baran, 13 min.
1:1 - Urban, 28 min.
2:1 - Chojnacki, 59 min. (karny)
ŁKS: J. Robakiewicz - Bendkowski, Wenclewski, Sybilski, Różycki, Chojnacki, Więzik (46. Gierek), Kruszankin, Ziober, Baran, R. Robakiewicz (46.Kasztelan).
Górnik: Wandzik - Gunia, Klemenz, Dankowski, Kostrzewa, Pałasz, Matysik, Komornicki, Urban (51. Cyroń), Majka, Zgutczyński.

4.12.1985
GKS Katowice - Pogoń Szczecin 3:1 (1:1)
0:1 - Turowski, 12 min.
1:1 - Furtok, 31 min.
2:1 - Furtok, 60 min.
3:1 - Koniarek, 87 min.
GKS: Sęk - Biegun, Piekarczyk, Zając, Kapias, Morcinek (79. Nazimek), Krzyżoś (30. Nowak), Chmaj, Kubisztal, Furtok, Koniarek.
Pogoń: Dygas - Kuras, Makowski, Sokołowski, Urbanowicz, Hawrylewicz (72. Wolski), Kensy, Żelazowski (54. Biernat), Ostrowski, Turowski, Leśniak.

Finał:
1.05.1986 Stadion Śląski
GKS Katowice - Górnik Zabrze 4:1 (2:0)
1:0 - Furtok, 22 min.
2:0 - Furtok, 27 min.
2:1 - Komornicki, 47 min.
3:1 - Koniarek, 83 min.
4:1 - Furtok, 87 min.
GKS: Sęk - Nazimek, Piekarczyk, Zając, Kapias, Biegun (46. Rzeszutek), Krzyżoś, Łuczak, Kubisztal (80. Morcinek), Koniarek, Furtok.
Górnik: Wandzik - Gunia, Dankowski, Klemenz (37. Cyroń), Ossowski (20. Piotrowicz). Majak, Komornicki, Matysik, Urban, Zgutczyński, Pałasz.
 

Artykuły powiązane

Projekt i realizacja Ahoj! Marketing